Kto mieczem wojuje, albo pojedynek czy nie

Mój honor to moje życie, albo lepiej umrzeć czy okryć się hańbą?
16 sierpnia 2016
Puszkowcy, albo rycerski ideał
18 sierpnia 2016

Kto mieczem wojuje, albo pojedynek czy nie

Poprzednim razem przypomniałem Wam rycerski ideał. Teraz chciałbym zwrócić uwagę na jeden z ważnych jego elementów – na walkę. Nie chodzi mi tu jednak, by zachęcać Was do wyrzynki. Wręcz przeciwnie. Wszakże prawdziwy rycerz nie powinien sięgać po broń pod byle powodem. Co więcej, miecz nie użyłby do zabicia byle chłopka. Tak, dla rycerza walka to coś więcej niż po prostu zabijanie. To jakby rytuał.

Wspominałem już o ograniczeniach, jakie kodeks rycerski i tradycja nakładały na szlachetnie urodzonych wojowników. Nie mogli oni m.in. atakować od tyłu albo z zaskoczenia, walczyć z przeciwnikiem, który spadł z konia. Inną sprawą były zaś pojedynki, na które rycerz wyzywał równych sobie.

I właśnie przy okazji rycerskiej walki mamy wielkie pole do popisu dla odgrywania. Bo przecież nasz paladyn, fechtmistrz, czy zwykły wojownik z odpowiednim kodeksem winien zachowywać pewne zasady, niezwykle podobne do rycerskiego kodeksu. Nawet w świecie fantasy. Świetnym przykładem jest trylogia Dave’a Duncana, zaczynająca się Niechętnym szermierzem (dzień bez kryptoreklamy mógłby być dniem straconym). Autor przedstawia w niej kastę wojowników, która posiada własną tradycję, zasady, zwyczaje i wiele ograniczeń. Znaczna ich część to przeniesienie właśnie na grunt fantasy rycerskiego ideału. Zainteresowanych odsyłam do książki, bo warto.

Przejdźmy do konkretów.

Oczywiście nasz rycerz nie może być czystym przełożeniem średniowiecznego. Wszakże żyje w świecie przepełnionym magią. Trudno mu również ustalić równych sobie, czyli godnych wyzwania na pojedynek (szczególnie w dobie amerykańskiego political correctness, przeszczepionego na nasz kraj choćby poprzez podręczniki). To są jednak problemy do przeskoczenia.

Magią nie ma co się w ogóle zajmować. Wystarczy ustalić, że nasz rycerz uznaje za niegodne używanie jej w prawdziwym, uczciwym pojedynku. Sięgać będzie po nią przy okazji leczeń czy wskrzeszeń. Ale nigdy w trakcie starcia z godnym przeciwnikiem.

Z ustalaniem równych sobie sprawa jest znacznie trudniejsza. Nie dość, że po eRPeGowych światach panoszą się orkowie, elfy i inne krasnoludy, to jeszcze zamieszkane są przez inteligentne istoty w rodzaju smoków czy wampirów, o których niewiele można tak naprawdę powiedzieć. Krążą w końcu legendy o pojedynkach rycerzy ze smokami, prawda? Równie łatwo wyobrazić sobie walkę z elfickim czy orkowym szlachetnie urodzonym. Gorzej jednak, gdy ma dojść do pojedynku między zwykłym, śmiertelnym rycerzem a jakimś ożywieńcem w rodzaju rycerza czarnej róży, zwanego też czasem Lordem Soth. Nasz bohater nie miałby w tej sytuacji wielkich szans. Niestety, jego kodeks, a także – czy nawet przede wszystkim – honor powinien wymusić na nim podjęcie rękawicy i stoczenie pojedynku.

I w ten sposób dotarliśmy do niezwykle ciekawego przykładu, który świetnie nadaje się do odgrywania. Wyobraźcie sobie, jak wcielacie się w postać tego rycerza. Jak słuchacie próśb Waszych przyjaciół, którzy błagają, byście odstąpili od walki. Jak zakładacie pancerz. Jak modlicie się do swego boga o wsparcie (Słyszysz Mistrzu Gry?! Wpakowałeś mnie w taką kabałę, to teraz wyciągaj!). I jak ruszacie na koniu do pierwszego starcia…

A to dopiero wierzchołek góry lodowej. Bo przecież równie ciekawe mogą być sytuacje, w których drużyna postanowiła zorganizować zasadzkę. Jak ich teraz przekonać? I czy godzi się wziąć udział w tak niehonorowym ataku? Albo gdy któryś z przyjaciół wesprze nas w trakcie pojedynku magią. Co zrobić w takim przypadku? A gdy drużyna musi się wycofać? Pamiętacie, jak Tanis przekonywał Sturma w pierwszej części Kronik?

Z drugiej strony mamy jeszcze całą gamę szlachetnych czynów, którymi w trakcie pojedynku rycerz powinien obdarzyć swych przeciwników. A niech wróg będzie niezłym sk..nem, któremu wiszą takie sprawy i który do żadnego kodeksu się nie stosuje. On wyzwał na pojedynek naszego rycerza, ponieważ to dawało mu przewagę. I teraz możemy mieć taką sytuację: przeciwnik spada z konia – rycerz schodzi (odwrotnie nic takiego by się nie zdarzyło); przeciwnik traci broń – rycerz pozwala mu ją odzyskać (patrz wcześniej); przeciwnik zostaje ranny i nie może dalej walczyć – rycerz odstępuje (patrz wcześniej).

Rycerz nie powinien też dobijać pokonanego. No a później, taki oszczędzony wróg może wszakże wrócić. Nie ma to jak dobry BN, który raz po raz wraca i daje graczom popalić – wiem to z doświadczenia.

Trzeba tylko przy okazji zaznaczyć, że rycerze byli honorowi, odważni i szlachetni, ale nie byli głupi. Nie byli debilami, którzy pchali się w paszczę smoka i wszystkich wyzywali na pojedynki. W takim przypadku ich klasa dawno by wyginęła. Dlatego też bardzo trudno jest znaleźć złoty środek na dobre odegranie postaci z jednej strony myślącej, a z drugiej postępującej podług rycerskiego kodeksu, nawet odrobinę zmienionego.

Tak, bycie żołnierzem pociąga za sobą wiele ciężarów. Jednym z najcięższych jest utrzymanie się przy życiu (Tad Williams).

PS. Jeśli ktoś poszukuje rycerskich przykładów poza klasycznymi dziełami w rodzaju różnych wersji opowieści o Rycerzach Okrągłego Stołu, to zawsze może sięgnąć choćby do Tolkiena, gdzie za rycerzy można uznać nie tylko Aragorna, ale również Gil-Galada czy innych elfów. Z drugiej strony za specyficzną wersję rycerskiego ideału niektórzy uznają Conana, ale ja wolę się na ten temat nie wypowiadać. Ze swego rodzaju rycerzami mamy też do czynienia w Gemmellu czy Eddingsie. Bo przecież nie chodzi tu tylko o zbroję, prawda?

Tomasz Kreczmar
Tomasz Kreczmar
Tomek Kreczmar: Organizator, dziennikarz, publicysta, manager, tłumacz, miłośnik gier, technologii i ruchomych obrazów.