Komiksowa smocza lanca

Rodzinne produkcje wideo
30 września 2017
Kyle Katarn – bohater Gwiezdnych Wojen, którego warto posłuchać
12 października 2017

Komiksowa smocza lanca

Młody lubi smoka, młoda lubi magię, a ja lubiłem Smoczą Lancę. Od dłuższego czasu zastanawiałem się, jak opowiedzieć im dość skomplikowaną historię Tanisa, Sturma, Flinta i całej reszty. Animowany film „direct to DVD” nie był najlepszym kierunkiem. Z pomocą przyszły mi komiksy.

Pierwszy komiks TSRu, będący tak naprawdę reklamą, pojawił się w 1981 roku w zeszycie Marvel Comics, a opowiadał o trójce śmiałków (wojowniku, czarodzieju i elfie) walczących z zielonym śluzem.

Pierwszą niezależna pozycją była 80-stronnicowa adaptacja pierwszej książki ze świata Dragonlance z 1987 roku

Image result for dragonlance saga graphic novel

W latach 1988-1991 ukazały się 34 zeszty z historiami, w których pojawili się bohaterowie znani z książek Weiss i Hickmana.

Niemniej my nie sięgnęliśmy ani po niezależne historie, ani po pierwszą adaptację Legend, a po drugą, która powstała w latach 2005-2008. Na cykl złożyły się 24 zeszty bardzo różnej jakości, jeśli chodzi o grafikę i przedstawienie fabuły.

Z młodymi dyskutowaliśmy nad nieudanymi obrazkami, zmieniającym się wyglądem postaci czy sposobem rysowania. Wystarczy rzucić okiem jak prezentuje się Tanis w ostatnich i pierwszych zesztach.

Przeskoki pomiędzy stylem graficznym i wyglądem bohaterów nieco uturdniało nadążanie za dość skomplikowaną akcją, ale na szczęście jakoś sobie z tym poradziliśmy. I tak kluczowe w historii były smoki oraz główni bohaterowie.

Choć (uwaga: spoiler:) śmierć Sturma nie wzbudziła takiego smutku jak w moim sercu przed 20-kilku laty. Młoda po prostu nie rozumiała, że autorzy zdecydowali się zabić jakiegoś ważnego bohatera.

A smutek nasz wszystkich budziły obrazki po prostu brzydkie.

Albo te całkowicie pozbawione szczegółów.

Oczywiście były też kadry przyciągające uwagę i świetnie wpisujące się w nasz klimat.

Zakończenie historii pozostawiło w młodych sercach wiele wątpliwości, których niestety nie rozwieją Legendy – a ten komiks zaczęliśmy czytać niemalże od razu. Niestety, wydawca nigdy nie dokończył „komiksyzacji” drugiego słynnego cyklu Hickmana i Weiss.

Image result for dragonlance legends comics

Zostało nam jeszcze kilka opowieści do poczytania. Choćby historia Humy, do której odwołania często pojawiały się w Kronikach. Jest też komiks o Piątej Erze, za którą osobiście nie przepadam.

Image result for dragonlance huma comicsImage result for dragonlance fifth age comics

Być może na zakończenie przeczytamy raz jeszcze Kroniki, tylko w wersji z lat 80., aby porównać prezentację historii?

Reasumując, jeśli Wasza młodzież lubi komiksy, smoki, magię, elfów i kransoludów, a także nieco pitu-pitu o miłości i bogach, to Kroniki Smoczej Lancy nadają się w sam raz.

PS. Pytacie co z fabułą. Czy się nie zestarzała? Czy dalej tak cukierkowa jak była?
Oczywiście, że tak. Historia jak była tak jest „serowa” i nie można po niej za wiele oczekwiać. Jeśli można w to uwierzyć, została dodatkowo spłycona w wersji komiskowej.

Tomek Kreczmar
Tomek Kreczmar
Tomek Kreczmar: Organizator, dziennikarz, publicysta, manager, tłumacz, miłośnik gier, technologii i ruchomych obrazów.