Gdzie uśpić nie możesz, tam po technologię sięgaj

Łamacz językowych barier
24 lipca 2017
Parenting control
24 lipca 2017

Gdzie uśpić nie możesz, tam po technologię sięgaj

Opublikowany 2014/01/30

Nocne usypianie dwulatka to męka – przynajmniej w naszych dwóch wypadkach i, jeśli wierzyć opowieściom znajomych, łatwe to bywa z rzadka. Można oczywiście zdać się na taktykę dziadków, czyli „niech biega aż się zmęczy i padnie”, ale zwykle kończy się to w okolicy 22 czy 23. Jeżeli tak się dzieje nie u mnie w domu, to gotów jestem to zaakceptować, bo „co z oczu to i z serca”.

Ja jednak lubię mieć wieczory dla siebie. Staram się z małżonką zakończyć dzieciowy dzień w okolicy 21. Z Młodą można sobie zawsze poradzić puszczając jej jakąś bajkę-grajkę czy inne słuchowisko. Zadziała w zasadzie dowolne poza „Piotrusiem Panem”, którego z żoną bardzo lubimy, ale którego Młoda słuchała jako 2-latka niemal co wieczór i którego w efekcie chyba znienawidziła. Tak czy inaczej, zapuszczenie jej słuchowiska na tablecie pozwala usnąć. Choć ostatnio, zmęczona szkołą, pada podczas czytania „Hobbita” (co pewien czas próbując się upewnić, czy to na pewna ta książka co z niej 2 filmy zrobili i czy na pewno ona > się skończy<, a nie zostawi nas gdzieś >w lesie<).

Młoda zatem technologicznie jest ogarnialna. Gorzej z Młodym.

Młody to stwór, którego trudno czasem zatrzymać, a zmusić do uśnięcia wieczorem bywa zadaniem godnym Dworkina. W trakcie dnia wystarczy się przytulić, dać butlę, luli-luli, dobranoc, do zobaczenia za 2h.

Lecz gdy wstaje blask wieczorny, Młody typem staje się upiornym…

Sięgnęliśmy tedy po technologię stosowną uprzednio na Młodej. Niestety mój ulubiony „usypiacz” grający muzyczkę i wyświetlający różne kształty na suficie umarł (a potrafił z nami wędrować w różne strony świata, od Zakopanego po Hurghadę). Zabawka była o tyle fajna, że zmieniając tylko jeden element, uzyskiwało się całkiem niespodziewany efekt. I urządzenie można było położyć z dala od ciekawych rączek.

Bo Młody ma to do siebie, że do każdego urządzenia się dobiera na różne sposoby. Aktualnego usypiacza w postaci świecącej, grającej i poruszającej się zabaweczki obmacał do tego stopnia, że baterie umarły w dwa-trzy dni. Widać jak go to bawi. Patrzy się i maca. „Patrzcie, włączyło się”. „O, już nie gra”. „Co z tymi dźwiękami”. „Znów się rusza”. „Jak upadło to gra dalej”. „Może rzucę to gdzieś”. I tak dalej.

Mamy też świecącego różowego misia. Miś jest różowy, bo jak większość takich zabawek, wcześniej należał do Młodej. W jej wypadku miś sobie świecił, a ona się przytulała i spokojnie usypiała (no, chyba że nie była w nastroju). Ale Młody musi sprawdzić po wielokroć czy aby na pewno jak wciśnie raz jeszcze to się wyłączy/włączy – czy nie?

Śpiewająca przytulanka, co to jeszcze mówi różne rzeczy, z różnymi piosenkami i funkcjami zależnymi od wciśniętej łapki pozwala Młodemu nie spać przez całe dziesiątki minut. „Two minutes of bed-time music”… ileż razy pod rząd można tego słuchać?

W efekcie najlepszym usypiaczem jest kindle – pozwala mi czytać gdy Młody robi wszystko, by nie spać, kiedy już się mu książeczki popokazuje i światło wreszcie zgasi…

Tomasz Kreczmar
Tomasz Kreczmar
Tomek Kreczmar: Organizator, dziennikarz, publicysta, manager, tłumacz, miłośnik gier, technologii i ruchomych obrazów.